Monthly Archives: september 2007

pisze w przerwie luncz(ch)owej…

co mozna uslyszec jesli siedzi sie niedaleko. Burczy mi w brzuchu niemilosiernie ale  dzisiaj czeka mnie po pracy 3 godzinna konferencja wiec  lepiej jak mi burczy teraz niz pozniej.tak czy inaczej z tego powodu odlozylam jedzenie na godzine 13.30 . po pracy i konferencjii jade do domu… bede plotkowac z johanna ktora ma wpasc do mnie na podziwianie jej nowych ciuszkow po ktore wybiera sie  na zakupy. ja odczekam.  nastroju zakupowego wciaz brak. szkola praca dom …szkola praca dom i tak w kolko. szkole dzisiaj sobie odpuszcze…. bo tak. wczoraj po pracy wzielam sie za zgarnianie w domu po mojemu czyli nie po ludvikowemu co zaowocowalo wielkimi porzadkami. Ludek wrocil o 19.00 bo swoim bieganiu po boisku z kijem nie wiejm jak sie nazywa i pileczka….innebandy i macie zrozumiec. na tlumaczenia sily brak :) Ciuchow do prasowania stos… ale poskladalam je ladnie i niech sobie czekaja :) az ten czas znajde :) zrobilo sie w kuchni ladniej :P w weekend wybieramy sie na obiad z kolega ktory przyjechal az z åre. na imprezowanie sie nie zanosi… hmmm i chyba tyle com?  dobrze ze dwa dni do konca tygodnia zostalo. przyszly weekend chyba bedzie imprezowy bo ludviczek wylatuje na szkolenia do lisabone… wiec weekend spedze sama lub w towarzystkie wspanialosciowych kolezanek z kolorowymi magazynami, papilotami na glowie,  niesamowita iloscia drinkow z zapachem zmywaczy i lakierow do paznokci  w doskonalych humorach przedimprezowych po czym udamy sie na polowanie :)no..co nie ktore juz upolowaly wiec  beda pewnie  dosc spokojne :) ale idziemy kobiety :P zdobywac wszystko co zdobyc mozna… w miescie … nasze miasto…miasto kobiet :! papa Mamo Tato i moje kochane sistersy ….KOCHAM WAS :)

zaleglosci rosna…czasu na pisanie coraz mnie… nowy tydzien…

..poniedzialek. jak ja nie lubie poniedzialkow!!!! rano nie chce sie wstac , pozniej minute przed wyjsciem robi sie bardzo stresujaco :) dzisiaj na szczescie obeszlo sie bez krzykow…a ja mialam na tyle dobry czas ze nawet zdazylam spakowac lunch dla siebie i mojego ludka :) tydzien poprzedni minal pracowicie co widac po zaleglosciach w  opisywaniu….w piatek resztkami sil dotarlam do domu, w sobote bylismy na obiedzie u rodzicow ludka, a pozniej z niezlym opoznieniem postanowilismy wybrac sie do kina. kolejki masakryczne, i tylko wypatrywanie niecierpliwe  na ilosc wolnych miejsc ….. i nadzieja by chociaz zostaly 2 . niestety nie udalo sie wiec wzielismy bilety na to co zostalo *" this is england" .szczerze filmu nie polecam i uwazam ze powinien byc dozwolony od lat 21 minimum :/ caly wiec sobotni wieczor mielismy spieprzony bo nam sie udzielil  filmowy klimat :/ Niedziela zaczela mi sie  znacznie pozniej niz ludviczkiwi bo gdy ja przeciagalam sie jeszcze w lozku, on juz dziubal cos na komputerze :/ i czekal ze sniadaniem  az ksiezniczka raczy wstac i mu w tym posilku towarzyszyc ;)  Male porzadki i zaleglosci w praniu znalazly swoje miejsce po , pozniej lunch, drzemka ( nie wiedziec czemu? ) i z wielkim garnuszkiem herbaty detektywistycznej,  wzielam sie za przeczesywanie mojich pamietnikow z zycia w latach 1996-2002 ….bylo co czytac …i mnostwo materialu zostalo :P Pozniej prysznic,  telefon z obiadowym zaproszeniem od  kogo to wiadomo :)  i w droge.7 km spaceru doskonale wplynelo na nasze samopoczucie, pogoda cudowna…. najpiekniejszy jesienny dzien ; wlasnie tak sobie zawsze wyobrazalam.  na naszej kochanej kanapie znalezlismy sie okolo godziny 19 :) Ja wzielam sie oczywiscie za obiad dzisiejszy …. pozniej lekcje..podczas gdy szanowny pan ludwik resztkami sil wpatrywal sie w ekran telewizora….  i do spania :)

Jonathan sie zakochal!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Weekend minal dosc ok. W piatek bardzo spokojnie .. w sobote po meczu ludek wybyl na ten meski obiad z kolegami a ja po  kilku godzinach spedzonych w moim morelowym szlafroku na sofie,zabandazowanym kolanem (kontuzja jakas…. )…  (wytrzymalam do  24.oo)  wybralam sie na impreze do miasta ,nieustanne telefony od Johanny :) poskutkowaly. Do ludka dotarlam 2 godziny po tancach w Brygeriett… nie ma co…w hard rocku chyba maja najlepsze imprezy..a przy okazjii moglam sie poprzytulac do ukochanego i odstraszyc skutecznie wszystkie krecace sie kolo niego laski :) jupiii. stwierdzil e kocha mnie najbardziej na swiecie i ze dzieki takim wypadom … (nie ma co ale argument niezly sobie wymyslil :)) gdzie rozmawia z laskami  docenia to co ma :) ze jestem najwspanialsza i wszystkie takie inne bajery. mam nadzieje ze nie ma niczego na sumieniu :) ale chyba nie skoro w drodze do domu zaczal temat (ktory automatycznie mnie zatkal )  o oswiadczynach czy pasuje po roku czy nie…ze niby jest ciekawy…a ja oczywiscie zgralam glupia i stwierdzilam ze nie mozna okreslic czy tak czy nie bo to tylko i wylacznie zalezy od danej osoby…czy czuje sie na tyle pewna. racje mam ..prawda?? czy nie?? . Zareczynowy problem spadl na drugie miejsce bo nie bede glupio sie dopytywala  co mial na mysli…. poczekam..jesli o to chodzi… warto :)
Wczoraj odwiedzila mnie michasia, ogladnelysmy sobie babski film … a ludek w miedzyczasie projektowal nasz dom!!  co za  utalentowany facet  :) ahhhh i moj…tylko moj :)!! :) projekt rewelacja… 3 D … tylko za ile czasu stanie sie rzeczewistoscia? tez poczekam. na wszystko. bede czekac cierpliwie …… na wszystko co ma  w moim zyciu nastapic :) KOCHAM MOJEGO LUDVICZKA :) aha…. Jonathan sie zakochal…no i wybywa ode mnie z jakas Jessika na tydzien na Cypr..no comment :) Zycze wszystkim milego poniedzialku… ja uciekam na lunch bo sie organizm domaga :P

no i doczekalam sie piatku… :)

Dzwoni moj telefonowy budzik…… muzyczka …baletowa.otwieram jedno oko…..wstac mi sie nie chce…ale podnosze sie bo po 2 minutach zaczyna mnie wkurzac. wylaczam. klade sie tak blisko ludka jak to tylko mozliwe i oplatam sie jego reka. hmmmm i leze… po 10 minutach dzwoni jego muzyczka….a raczej  muzyka powiedzialabym powazna. patrzy na mnie…ja na niego  i wstaje ludek. wylacza i juz wiecej do lozka nie wraca. po pieciu minutach zwlekam sie i ja… biore recznik i otulam sie goraca woda prysznicowa. czas leci… i ani na chwile nie chce sie zatrzymac…zeby mi tak mniej stresujaco bylo.nie! uparciuch. nie to nie. po 15 minutach grzania sie pod prysznicem  ubieram swoj morelowy szlafrok (od mamusi) i wloke sie znowu….tym razem do kuchni.ludek juz siedzi przed tv i je swoje sniadanie.ja zlapalam  co wpadlo w reke, popilam sokiem z marchewka i zabralam sie za upiekszanie. jak sie upiekszylam tak ze mi spasowal widok w lusterku, i po wysuszeniu i ulozeniu wlosow ..okazalo sie ze jest juz za pozno na cokolwiek…a przeciez nie wylece prawie jak mnie Pan Bog stworzyl na autobus bo to nie plaza nudystow ! wiec szybko i nerwowo zaczynam szukac ciuchow na kolejny dzien w pracy. biore to co pod reka i gotowa.autobus za 4 min. dre sie na ludka, pryskam sie perfumem , zakladam buty i lece zeby sie nie spoznic. na przystanku okazuje sie ze postoje sobie jeszcze z minute…po czym zdazam zmarznac bo w tym pospiechu to ubralam sie jakby bylo lato, i nawet wtulanie sie w ludka nie pomaga. wsiadamy do autobusu i jest juz dobrze… piatek zaczety…. bez siniakow i guzow od biegania miedzy pomieszczeniami. co za mile uczucie…. z wszystkich zakatkow dochodzi do mnie ze dzisiaj jest piatek i juz jutro nie bedzie mnie budzic durna melodyjka. bede spac do 11…albo nawet do 14.00 ..tak tylko zeby pozniej na mecz zdazyc na ktory ludek politowal sie mnie zabrac :P  taaaak.no i mamy chyba swoj schemat na wstawanie.:) ale co tam…wazniejsze to ze dzisiaj piatek :P

jak postanowilam….tak zrobilam

Napiety grafik daje sie we znaki :/ Wczoraj po pracy jak przystalo na prawdziwa pania domu udalam sie na zakupy, pozniej zwleklam sie do autobusu i wywleklam i w domu rzecz jasna  wzielam sie za gotowanie obiadu. W miedzyczasie wpadl Ludek zaskoczony moja obecnoscia ( dzwonilam wczesniej ze wroce pozno bo ide z kolezanka na kawe ale sie rozmyslilam ze zwgledow roznych, powiedzmy kobiecych) i pieprznal sie na sofe…  pytajac glupio czy bedziemy dzisiaj jesc .no bedziemy…bo po co z jezorem na wierzchu lecialam do sklepu ??? no dobra nie widzial mnie. pozniej nie wiem czemu wzielam sie na porzadki po mojemu… czyli ttakie kilkugodzinne z wszystkim…. porzadki na polkach i w kazdym kacie..ahhhhh jak przyjemnie bylo pozniej posiedziec sobie na sofie. co prawda zstalao mi tego siedzenia minut 10 zanim sie polozylam bo……no wlasnie…polozylam sie do spania bo raz ze byla godzina 10.00 i chcialam sie chyba wyspac na dzisiaj ( co wcale mi nie wyszlo )a po drugie to ludek oczywiscie wygodnie lezal juz w lozku i jaki bylby sens z siedzenia samotnie na sofie zamiast lezenie u boku TAKIEGO faceta? no zaden ! :) Od rana mialam dobry humor… mialam… bo pozniej mi sie odmienilo a teraz to juz wogole nie wiem czy mozna nazwac to humorem czy ahumorem. niech sie nazywa jak chce. zla jestem i juz. na wszystko. na  ludzi na siebie i na to ze dzisiaj jest dopiero sroda a nie piatek!