Monthly Archives: augusti 2007

Chce upiec placka, siedziec przed tv ogladac film rodzinny..domek na prerii na przyklad….cos takiego co zawsze bylo w sobote o 14.oo ..z Disneya..jak bylam mlodsza…… i chce zeby pachnialo mi rosolem…takim niedzielnym…

Brakuje mi czasu na wszystko….
Chce polezec sobie beztosko z ludkiem… nie myslac o bozym swiecie. Chce!!! Tesknie za siedzeniem w kuchni w samym szlafroku z krewetkami na talerzu… i pysznosciami….za slamozolnym robieniu sniadania…gadania o pierdolach.
Ciuchy leza juz 4 tydzien?? i domagaja sie prasowania… bez problemu idzie mi wrzucanie  prania do pralki , sypie proszek i czekam …. …gorzej z wyrzucaniem pozniej z pralki…wieszaniem no i  sklada wiecej..i wiecej.. chyba sobie jakas pomoc domowa wynajme bo ze mnie zadna kura domowa. Obiady gotowce….  a tak sie zaprzysiegalam ze wiecej niz raz w tygodniu kupowanego jedzenia konsumowac nie bede :/ ehhh zycie.Luddek kiedy moze to gotuje..po pracy… ale zazwyczaj jest tak zmeczony ze pada przed tv :) na szczescie na milosci zawsze czas sie znajduje… gdzies tam odlozony taki rezerwowy… zreszta co by bylo jakby i tego nie bylo?? przytulac sie trzeba …no bo jak inaczej??
Weekend poprzedni caly przeimprezowalismy…a w tygodniu szkola i praca na zmiane wiec niczego wiecej robic sie nie chce. dzisiaj musze (bo jak nie to umre ) poprasowac chociaz troszke…odkrzyc… a pieczenie placka sobie odloze na np…sobotnie przedpoludnie :)  
We wtorek po pracy pojechalam sobie na MALE ale duze zakupy :P jesien sie zbliza i trzeba sie bylo zaopatrzyc w  odpowiednie rzeczy zeby nie marznac…. zara i d&g  wyplukaly mi z konta 3000 :/ shit…w srode  mialam tylko wyrzuty sumienia..ale przeciez raz sie zyje … no i przeciez zawsze moge sobie powiedziec  ze sobie zapracowalam i takim tempem jak teraz zyje to chyba zasluzylam sobie na luksusy…tak czy nie? :P

przeimprezowany caly weekend.czasu malo na pisanie……

10 dni zaleglosci… w sumie zmian nie ma zbyt wielu …zakochana w ludwiczku nadal jestem…. pracuje… do szkoly chodze… mam co robic jednym slowem. W piatek znow zaliczylam impreze z cala zaloga znajomych z pracy.rewelacja. zdjecia dodam jak przyjdzie nowy miesiac bo limit dawno juz wyczerpalam wiec na raz troche bedzie do ogladania. na imprezie w piatek bylo duzo wszystkiego…. baileys mieszany z bialym winem, kraby, i inne owoce morza do ktorych wymieniania glowy teraz nie mam :) Ludek jak przystalo na prawdziwego faceta   odebral swoja dame  w stanie lekko wskazujacym i zawiozl do domu. sobotni poranek i przedpoludnie oraz 2 godziny popoludnia ksiezniczka spedzila w lozku… pozniej na szukaniu ciuchow na kolejna impreze… i jak to zwykle bywa mimo ze  szafa nasza wypelniona jest po wszystkie mozliwe brzegi uznalismy (nie wiedziec czemu) ze nie mamy sie w co ubrac i bez zastanowienia w samochod i na szybkie zakupy.zakupy sie udaly :) pozniej z wielkim jeszcze kacem poszlam na impreze kolejna…po czym z bolu glowy nie wytrzymalam… poratowalam sie tabletka i w ten wieczor nie napilam sie ani lyka… przy czym ludek sobie nie zalowal :P wczoraj wiec bylo odkacowywanie faceta i sluchanie jeczenia jak sie zle czuje. a czy ja nie mowilam zeby nie pil tyle…??? i chyba z tysiac razy zanim w koncu ruszylismy do domu mowilam ze idziemy..po czym moje poczynania spelzaly na niczym :/ Imprezowalam z moja nowa polska kolezanka michasia (caluski jesli tutaj doszlas :P) ktora teraz wskoczyla na miejsce basi ktora to z kolei byla na miejscu moim :P  I coz…..nowy tydzien rozpoczety… i dzisiaj znow do 21 pomecze sie w szkole  :) Ludek prawie niezywy ale do pracy pojechal!!! no…. i zazdrosny jest o jonathana a mi sie dziwi :/

Dzien zaczynam od kawy

…znow snu bylo za malo.wczoraj po pracy w tramwaj i do szkoly a potem na spotkanie z Uma.nareszcie. z planowanych godzin 2 zrobilo sie 6 i w domu bylam przed pierwsza.ratunkuuu!! a bo koncertow mi sie zachcialo… ehh Na dodatek zapomnialam lub nie spodziewalam sie ze bedzie mi potrzebny…aparat fot.. no i zdjecia jakosciowo sa jednym slowem do du… bo robione telefonem a ich ilosc wynisi 10 bo wiecej zapamietac moj telefon nie chcial .alarm mi tu pika caly czas…bo ktos dzisiaj do pracy przyszedl za wczesnie i urzadzenia nie wylaczyl wiec czekamy na przystojniaka z ochrony. ze tez komus chce przychodzic sie tyle wczesniej :/ Ludek wrocil o godzinie 3 w nocy po niewyjasnionym meczu ifk …(1-1) .no w sumie…. jest niezle. my z uma po koncercie wyruszylysmy w miasto… ludzi tysiace…policjii troszke tylko mniej. ehhh..nareszcie piatek. jutrrzejszy dzien oglaszam nieoficjalnym dniem leniuchowania… nie wstaje z lozka… no chyba ze czyms sie posilic. mam nadzieje ze ludwiczkowi nie wpadnie do glowy jakas impreza …bo w koncu znajde sie gdzies z powodu wycienczenia organizmu. i pomyslec ze tydzien temu wylegiwalam sie jeszcze na plazach adriatyku. :/ 

Tomten har precis skickat dig en vibb!

Od 7 do 9 punktów To nie była miłość od pierwszego wrażenia, szalona i namiętna. Przyglądaliście sobie długo i z uwagą. Dziś tworzycie parę wypróbowanych przyjaciół. Wytrzymujecie bez siebie, ale bardzo krótko. Jesteście wspaniali, pozazdrościć. :)
Oto wyniki testu ktory wlasnie zrobilam takz  nudow.i tak cholerka jest! Pozazdroscic prawda? heh. liczac punkty az sie balam ze wyjdzie ze …no…ze nic nie wyjdzie ze to chwilowe itd….i  chociaz w takie rzeczy nie wierze to mimochodem przywiazuje czasem do tego uwage.same takie horoskopy na przyklad…nie wierze i czytam niby z ciekawosci ale jak mi cos zle wymysla to pozniej dziwnie  smutna jestem i zastanawiam sie co zrobic by sie nie sprawdzil :P 
za oknem pada…pacjentow jest  raczej mniej niz wiecej wiec czasu wolnego mam wiele. kurtke przeciwdeszczowcowa (?) zostawilam w domu i zastanawiam sie czy dzwonic czy nie dzwonic do ludka by po mnie przyjechal. zawracac glowe to potrafie…zwlaszcza jemu. wczoraj z uwagi na przyciaganie przyjechac po ksiezniczke musial…a potem w sklepie zaopatrzyc musialam sie w najslodsze rzeczy swiata (i mowie tu o jedzeniu) ..czekolady, puddingi i inne slodkosc idealnie przypasowaly mojim doleglosciom. po zakupach pojechalismy do rodzicow ludka w odwiedziny.. no i tam chcac nie chcac musielismy zjesc *porzadny i cieply obiad* jak to mama stwierdzila. brzuch przyjal rozmiary…powiedzmy…nienormalne .w domu padlam po cieplym prysznicu.. ludek ogladal jakis mecz i zapewne dolaczyl pozniej .. bo rano obudzilam sie nie przy kim innym jak przy nim. .
brzeczyk za brzeczykiem bo jonathanowi widocznie nadmiar czasu rowniez przeszkadza. caluje wiec wszystkich ktorych bym ucalowac osobiscie z mila checia chciala i pozdrawiam cala pozostalosc.
 

po urlopie dzien w pracy drugi…

Zaczne od tego ze moja Basia wychodzi za maz….i to w tym roku w listopadzie :) Ludka pierwsze pytanie ( po otworzeniu koperty z zaproszeniem utrzymywalo sie jak dotad po dzien wczorajszy bo z dzisiejszym to zobaczymy jak bedzie …) brzmialo wiec czy jestem troszke zazdrosna :) No i co on cholerka sobie mysli? Powiedzialam ze chyba nie…ale przeciez kazda dziewczyna czeka na ten moment zwlaszcza ze jest pewna ze z tym chlopem chce zostac…ale odpowiedzialam oczywiscie madrze tak jak trzeba no bo kurcze nie chce zeby zrobil COKOLWIEK  ze wzgledu na to ze ja jestem gotowosciowo nastawiona tylko zeby on tez tak poczul :/ Ale zaczal sie wypytywac na jakich zasadach dzieje sie to wszystko po polskiemu wiec moze cos niedlugo zacznie wisiec w powietrzu Sarkastisk Mojej Basi i Johanowi to od razu tak zaiskrzylo ze cholera ani jedno ani drugie nie ma zamiaru dluzej czekac :) :) GRATULACJE KOCHANA oby bylo Wam piekniej kazdego dnia :) i do zobaczenia !! nie moge sie doczekac :)
Wczoraj usilnie probowalam dolaczyc  wiecej zdjec z naszego wspanialego pobytu tu i tam…. ale okazalo sie ze ja wzielam plyte ze zdjeciami rodzicow a oni posiadaja moja… dobrze ze nic tam nie ma takiego coby moglo wywolac yyy afere :P W pracy gorac…. w brzuchu burczy..dobrze ze pora lunchowa zbliza sie wielkimi krokami.:) dzisiaj do 17 a pozniej w odwiedziny do ludka rodzicow… nie widzielismy sie juz troche :) w czwartek ludek wieczor i pol nocy spedzal bedzie za domem bo wiadomo mna mecz z kolegami trzeba sie udac a potem w zaleznosci od wygranej albo uczcic wygrana albo zalac przegrana :)wiec mam czas dla siebie. umowilam sie z Uma ..ale zobaczymy co z tego wyjdzie :) z nia tez sie nie widzialam chyba sto lat. szkola zaczyna sie w czwartek…a w przyszla sobote kolejna impreza… i tym razem nikt nie chce nawet slyszec ze nie przyjdziemy :/ wiec pewnie udac bedzie sie trzeba :)
Pralka przechodzi sama siebie piorac nasze wakacyjne brudy… mieszkanie wola o generalne porzadki, okna blagaja  o chociaz odrobine plynu.. i gdzie ja na to wszystko znajde czas? moglyby przeciez jeszcze troszke poczekac…chociaz do okresu przedbozonarodzeniowego. Na dodatek nadchodzi przyciaganie :/ a biorac pod uwage przyjeta przez moj organizm w ostatnich tygodniach ilosc soli (nie tylko z morza) moge spodziewac sie ze latwo nie bedzie .bllleee
pozdrowienia dla wszystkich.caluski dla mojej Madzi bo znow mi w glowie siedzi :) i calej reszty ktora ma w mojim sercu miejsce